Górniczy trud

39 lat temu, 17 stycznia 1962 roku, młodzieżowa Brygada Pracy Socjalistycznej Józefa Wąsika z kopalni Milowice przekroczyła plan, osiągając 170 proc. normy. Górniczy trud nagradzany był wysokimi zarobkami: górników – 5 tys. zł, ładowaczy – ok. 4 tys. zł. Samochód octavia super kosztował wtedy 96 tys. zł, mikrus – 31 tys. zł, a rower huragan – 2,4 tys. zł.

[podpis] BR
GW Katowice nr 14, wydanie z dnia 17/01/2001 AKTUALNOŚCI, str. 2

Wiesław Gawłowski nie żyje

Wiesław Gawłowski, kapitan Płomienia Milowice, który w 1978 roku zdobył Puchar Europy, zginął we wtorek po południu w wypadku samochodowym.

Gawłowski miał 50 lat. Prowadzony przez niego volkswagen passat uderzył w przyczepę ciągnika, którego kierowca wymusił pierwszeństwo przejazdu.

Gawłowski zaczynał karierę w Lechii Tomaszów Mazowiecki, potem grał w AZS Warszawa, a następnie w Płomieniu Milowice. Był podstawowym zawodnikiem złotej drużyny Huberta Wagnera, która w 1974 roku w Meksyku wywalczyła mistrzostwo świata, a dwa lata później okazała się bezkonkurencyjna na olimpiadzie w Montrealu. W 1978 roku wraz z Płomieniem Milowice wywalczył Puchar Europy – jedyny jak dotychczas w historii naszych gier zespołowych.

– Śmierć Wieśka jest wielką tragedią, wspominam go ze łzami w oczach. Dowiedziałem się o tym w środę rano od żony Ryszarda Boska – mówi Zbigniew Zarzycki.

– Byliśmy przyjaciółmi. Poznaliśmy się w AZS Warszawa. To był wtedy najlepszy klub w Polsce, trafiali do niego najzdolniejsi juniorzy. Gdy on przyszedł, byłem akurat na drugim roku studiów. Potem, gdy je skończyliśmy, przeszliśmy do Płomienia. To była świetna drużyna, przez sześć lat wspólnej gry odnieśliśmy wiele sukcesów. Potem ja wyjechałem do Włoch, po mnie Ryszard Bosek, a następnie dołączył do nas Wiesiek. Każde święta staraliśmy się spędzać razem. Przyjaźnie zawierane na boisku trwały całe życie, bo sport był wtedy inny. To była radość, a nie, jak teraz, pogoń za pieniędzmi.

Wiesiek był bardzo lubiany, życzliwy i koleżeński. Wraz z Ryśkiem Boskiem i Włodkiem Sadalskim tworzyliśmy paczkę. W kadrze nawet żartowaliśmy, że gra Płomień przeciwko reszcie świata.

Waldemar Wspaniały: – Do tej pory nie mogę uwierzyć w śmierć Wieśka, nadal jestem w szoku. Poznałem go w 1968 roku. Nie było to przyjemne spotkanie, choć po latach zawsze wspominaliśmy je ze śmiechem. Z Płomieniem Milowice grałem w turnieju w Toruniu o wejście do drugiej ligi. Naszym przeciwnikiem była Lechia Tomaszów Mazowiecki z Gawłowskim w składzie. W pierwszym secie próbowałem zablokować jego atak. Zrobiłem to tak nieszczęśliwie, że złamałem palec.

Potem Wiesław trafił do Płomienia. Był naszym kapitanem, miał pseudonim „Mały”. Ze swoich obowiązków wywiązywał się doskonale. Potrafił wiele wywalczyć dla drużyny. Wspaniale reprezentował nas przed dyrekcją kopalni. Na swojej pozycji był niezastąpiony. Był chyba najlepszym rozgrywającym na świecie.

– Gdy on był uznaną gwiazdą, ja dopiero zaczynałem swoją karierę sportową – opowiada Andrzej Urbański, dziś trener Morza Szczecin.

– Zaszczytem było dla mnie, że mogłem z nim trenować i podpatrywać go. Patrzyliśmy, jak często zagrywa na skrzydła, czy rzuca piłki do przodu, czy za siebie, jak często stara się grać środkiem. Był wielkim siatkarzem. Mimo że Gawłowski był gwiazdą, nie wywyższał się. Nigdy nie powiedział „Gówniarzu, nie zawracaj mi głowy”. Zawsze pomagał młodszym zawodnikom.

[podpis] MICHAŁ MICOR
GW Katowice nr 267, wydanie z dnia 16/11/2000, str. 11
SIATKÓWKA. Tragedia pod Płockiem

Złoty jubileusz kapłaństwa

Jubileusz 50-lecia kapłaństwa obchodził niedawno ks. Zygmunt Szmigiel – żołnierz, pedagog, długoletni proboszcz parafii Matki Bożej Szkaplerznej w Sosnowcu-Milowicach. Pragniemy przybliżyć naszym Czytelnikom sylwetkę tego zasłużonego kapłana.

Ks. Zygmunt Szmigiel urodził się 12 kwietnia 1922 r. w Sosnowcu. Jego rodzice Piotr i Anna dali wszystkim swoim dzieciom katolicko-patriotyczne wychowanie. W czasie okupacji niemieckiej, by pomóc rodzinie Zygmunt rozpoczął pracę na dole w kopalni „Sosnowiec”. Jako „polski robotnik” wielokrotnie był bity przez pilnujących. Tu rozpoczął również konspiracyjną działalność jako członek AK. Został skierowany do Oddziału Dywersji przy tej kopalni. Ostatnie dwa lata okupacji przed zakończeniem wojny w 1945 r., pracował w hucie zbrojeniowej. Z „dobrymi” papierami należał do fabrycznej brygady kontrolerów. Byli oni ostatnimi, którzy wypuszczali za fabryczną bramę produkty wojenne, które następnie bezpośrednio kierowano na front wschodni. Ich praca dywersyjna polegała na uszkadzaniu pewnych elementów uzbrojenia przy ostatecznej kontroli, co powodowało ich nieprzydatność na polu walki. Na krótko przed nadejściem frontu wschodniego kolega Zbigniew Markowski – student III roku Wydziału Chemii UW został przyłapany na tej dywersyjnej robocie i skazany na śmierć. Podczas przesłuchań nie wydał swego kolegi i przyjaciela – Zygmunta. Ten fakt, jak mi się zwierzył swego czasu Ksiądz Jubilat, miał również wpływ na jego powołanie kapłańskie. Obecnie Jubilat należy do rodziny kombatanckiej i posiada stopień starszego sierżanta AK.
Po zakończeniu wojny wstąpił do Diecezjalnego Seminarium Duchownego w Częstochowie. Jego częstochowski rocznik seminaryjny współpracował na różnych zajęciach i zdawał egzaminy na Wydziale Teologii UJ razem z rocznikiem seminaryjnym krakowskim, w którym studiował również obecny metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski.
Swą doktorską pracę obronił nt. O przedstawieniu Boga u dzieci w wieku przedszkolnym. Habilitacja zaś zawierała pracę: O świadomości religijnej w wieku szkolnym. Pedagogika katolicka. Święcenia kapłańskie otrzymał 4 marca 1950 r. z rąk pierwszego biskupa częstochowskiego Teodora Kubiny w Częstochowskim Seminarium Duchownym w Krakowie. Księża biskupi: Stefan Bareła, Tadeusz Szwagrzyk, Miłosław Kołodziejczyk, Zdzisław Goliński czy Franciszek Musiel, to koledzy z czasów dalszych studiów na ATK w Warszawie, na KUL-u w Lublinie, UJ w Krakowie.
Przez 30 lat bez przerwy na terenie diecezji częstochowskiej, a obecnie w diecezji sosnowieckiej prowadził prekanę tj. kurs przygotowawczy do kapłaństwa. Do czasu objęcia parafii Matki Bożej Szkaplerznej w Sosnowcu-Milowicach przez 22 lata wykładał w Seminarium Częstochowskim m.in. psychologię religii.
Za zgodą władz kościelnych diecezji częstochowskiej w latach trudnego dla Kościoła okresu PRL nawiązał luźny dialog ekumeniczny z duchowieństwem kościołów braci odłączonych znajdujących się na terenie Zagłębia. Na spotkaniach i odczytach dla duchowieństwa jego pragnieniem było wszczepienie i rozszerzanie typowych dla Zagłębia cech sprawiedliwości społecznej i miłości bliźniego przy udziale Kościoła w tym procesie. Drugą sprawą na wykładach dla seminarzystów, duchowieństwa było pogłębianie ich sprawności teologiczno-pastoralnej w tych trudnych czasach komunistycznych. Na marginesie tych wykładów nie mogło zabraknąć tematu o martyrologii księży i duchowieństwa na terenie Polski w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej w latach 1939-45. Za tę społeczną pracę wśród duchowieństwa został przez sosnowieckiego Biskupa obdarzony godnością dziekana. Za trud wybudowania nowego kościoła w Milowicach, biskup częstochowski Stanisław Nowak uhonorował go godnością kanonika. Konsekracji tego kościoła dokonał Ksiądz Biskup osobiście 16 września 1989 r.
Z dniem 1 sierpnia 1997 r., bp A. Śmigielski SDB, w związku z przejściem na emeryturę, po 21 latach zarządzania parafią milowicką, zwolnił z obowiązku proboszcza i dziekana dekanatu św. Tomasza w Sosnowcu ks. Zygmunta Szmigla.

Źródło: www.niedziela.pl Roman Alojzy Chowaniec