Monthly Archives: Czerwiec 2009

Nazywał się Grzegorz Liszka i był włodarzem we dworze w Milowicach. Zmarł przed 30 laty jako starzec 90-letni. Na krótki czas przed śmiercią, tak opowiadał przyjacielowi:
Było to w roku 1863. Nie pomnę dnia ani miesiąca, aleć wiem że liście już opadły na dobre z drzewiny, a tatarkiem nad rzeką chrzebościła wichura, jakby stado opętańców w nim miało siedlisko. Na odwieczerz tak się rozpsociło, że konie same z pastwiska do stajni uciekły.
Opatrzywszy wszystko na folwarku, poszedłem wcześnie spać. Nakrywszy się kożuchem, aby wichury nie słyszeć, wnet usnąłem. Jak długo spałem, nie wiem; gdy naraz zbudziło mnie głośne terkotanie, które zbliżało się do dworu i po pewnej chwili ucichło. Odwróciłem się na drugi bok i po pewnej chwili zacząłem drzemać, gdy znów posłyszałem, ale już nie terkotanie, tylko stuk w okno.
Trochę się przestraszyłem, myśląc, że znów przyszli na rewizję; mimo to podszedłem do okna chcąc się przekonać, któż to się w taką noc włóczy. Ale że ćma była wielka, nic nie widziałem. Postałem krzynę, gdy znów zastukało. Rad nie rad, pytam:
– Kto jest i czego żąda?
Za całą odpowiedź usłyszałem: – Swój – otwórzcie!
Cóż było robić? Otworzyłem.
Do izby wszedł jakiś pan, przy boku wisiała mu szabla, na głowie widniała konfederatka. Pochwaliwszy Pana Boga, prosił, abym wziął w przechowanie skrzynkę, którą przywiózł na wozie. Poznałem zaraz, że to jakiś starszy powstaniec, co ucieka przed Moskalami, więc pytam o zawartość skrzynki.
Zrazu ociągał się z odpowiedzią, lecz w końcu odrzekł ostro, że skrzynka, to kasa powstańców pełna pieniędzy i ważnych papierów, że musi ją ukryć, aby nie wpadła w ręce kozaków, którzy go tropią od kilkunastu godzin.
Gdy to posłyszałem, oświadczyłem, że skrzynki nie przyjmę, bo tu kozacy codziennie wpadają na rewizję i znaleźć ją mogą, i że najlepiej będzie jeżeli pieniądze zakopie gdzieś w lesie lub utopi w rzece.
Podumał nieco, a potem rzekł: – Przyjacielu! prowadź do rzeki !
Nawdziawszy kapotę wyszedłem z przybyszem na podwórze, gdzie stał wóz, zaprzągnięty w parę koni, a przy nim kilku ludzi, także powstańców. Starszy podszedł do furmana co siedział na wozie, coś mu szepnął do ucha, a potem kazał nawrócić.
Na koniec zwrócił się do mnie i zawołał: – Idźmy !
Poprowadziłem go przez wygon dworski, a za nami ruszył wóz z ową skrzynią. Po drodze przemyśliwałem, gdzie by to najlepiej utopić ową skrzynię. Przypomniałem sobie, że podle kapliczki, już na stronie czeladzkiej jest na środku rzeki głębia i że to miejsce będzie najlepszym schowkiem dla skarbów powstańczych. Tam też powiodłem moich gości.
Gdyśmy przybyli na to miejsce, starszy rozkazał wjechać wozem w wodę, a gdy już dosięgnęliśmy połowy rzeki kazałem przystanąć i wskazałem ową głębię, Znajdowała się po lewej stronie wozu w odległości dwóch metrów.
Ów starszy powstaniec rozkazał dwom innym wziąć skrzynkę za skórzane uszy, rozchybotać ją dobrze i śmignąć w wodę.
I tak się stało. Bryznęła woda na wszystkie strony, zakotłowało się na głębinie i skończyło się. Skarb powstańczy znalazł schowek na wieczne czasy.
Gdyśmy znaleźli się na brzegu z powrotem pan z szablą kazał mi przysiądz, że nie zdradzę nikomu tego miejsca.
Dziś, po latach, prawił Grzegorz, gdy Brynica już kilka razy zmieniła koryto, a głębina już dawno zamuloną została, myślę że nie zgrzeszyłem opowiadając o tej przygodzie, boć przecie nikt skarbu szukał już nie będzie.

Tuż po rozpoczęciu okupacji hitlerowskiej, bo w trzeciej dekadzie 1939 roku porucznik Piotr Makowski i Major Kierzkowski przystąpili do organizowania w Sosnowcu i Zagłębiu Dąbrowskim organizacji konspiracyjnej, znanej jako Orzeł Biały.

Organizacja Orła Białego przybrała charakter masowy, zadając kłam antyzagłębiowskiej propagandzie lubiącej do dziś trąbić na fałszywą nutę o braku patriotyzmu w regionie. Orzeł Biały zbierał informacje o Niemcach, wydawał podziemną gazetkę „Nasze Sprawy”, gromadził broń, stworzył pion dywersyjno – sabotażowy.

Działacze organizacji zorganizowani byli w systemie trójkowym, a później piątkowym. Masowość organizacji spowodowała, że trudno było zachować utajnienie poczynań i ludzi. W tychże poczynaniach występowała niekiedy spora naiwność i zasada „jakoś to będzie”.

Jeden z ciekawszych epizodów związanych z Orłem miał miejsce w Czeladzi. Tamtejsza placówka, gromadząca od dłuższego czasu materiał wybuchowy wynoszony z kopalni, umieszczała zapasy w łaźni miejskiej. Postanowiono więc skonstruować bombę z zapalnikiem zegarowym i dokonać wybuchu na dworcu w pobliskim Bytomiu. Eksplozja miała nastąpić w wigilię Bożego Narodzenia 1940 roku. Przygotowania pokrzyżował, jak to często bywa, przypadek. Do Czeladzi nie dojechał miner z Krakowa, który miał zestawić w całość materiał wybuchowy z zapalnikiem i mechanizmem zegarowym. Ów specjalista został zatrzymany w pociągu przez Niemców.

Czeladzianie przełożyli więc akcję na noc sylwestrową. Co więcej, samodzielnie wzięli się do składaniu bomby. 29 grudnia 1940 roku nastąpił potężny wybuch. Łaźnia została zniszczona. Śmierć na miejscu ponieśli działacze Orła: Stanisław Rokita, Władysław Nowak, Antoni Daukszo i Stefan Jeleń – dozorca łaźni. Zygmunt Olszewski z Milowic został ciężko ranny. W szpitalu amputowano mu nogę. Władysław Kwaśniak w swym bardzo ciekawym opracowaniu zatytułowanym „Ruch oporu na Piaskach w latach 1939 – 1945” podaje, że dowództwo Związku Orła Białego obawiało się zdrady ze strony rannego, który mógł być torturowany przez Niemców. Mieczysław Starczewski, autor referatu o ruchu oporu w Sosnowcu, pośrednio przyznaje, że takie obawy nie były bezpodstawne. Pisze „niektórzy aresztowani nie wytrzymywali tortur i podjęli współpracę z hitlerowskim aparatem bezpieczeństwa, głównie z Gestapo”. Kwaśniak pisze tak: „Dowództwo ZOB poleciło swemu członkowi, felczerowi Koprzywie podanie Olszewskiemu trucizny. Koprzywa nie uczynił tego. Cóż, jako lekarz leczył ludzi, a nie uśmiercał.” Ranny zmarł po kilku miesiącach w oświęcimskim obozie.

W nocy z 16 na 17 lipca 1940 roku gestapo uwięziło ponad 200 członków organizacji z obszaru Zagłębia Dąbrowskiego. Kilkaset osób aresztowano w 1940 i 1941 roku. Szef katowickiego Gestapo dr Mildner raportował do Berlina: „Dalszych aresztowań z powodów gospodarczych chwilowo zaprzestano, gdyż odbiło się to ujemnie na sile roboczej w chwili obecnej”. Chociażby z tych słów wynika, że organizacja miała charakter masowy. Jak szacuje Jan Przemsza – Zieliński organizacja liczyła w Zagłębiu 3 500 członków.

Po rozbiciu struktur Organizacji Orła Białego jej ocaleli członkowie trafili do ruchu oporu o bardzo różnym zabarwieniu politycznym, od Związku Walki Zbrojnej (później AK), do Gwardii Ludowej PPS.

Źródło: www.kurier.wzz.org.pl WŁADYSŁAW MROZIŃSKI