Monthly Archives: Kwiecień 2004

Moje życie o sto osiemdziesiąt stopni odmienił wypadek na kopalni „Milowice”. Pracowałem wtedy na dole jako sztygar i miałem 37 lat. Któregoś dnia wciągnęła mnie maszyna i czułem, że to może byd już koniec – wspomina Andrzej Klimczak. – Dotknąłem wtedy śmierci. Ciągle dokładnie pamiętam tamto doświadczenie. Ujrzałem wtedy całe swoje życie, począwszy od dzieciostwa.
– Wtedy zrozumiałem, że nie mam czym się pochwalid. Widziałem moich kolegów, którzy znieruchomieli, i poprosiłem o życie Matkę Bożą. Przyrzekłem jej, że jeżeli przeżyję będę lepszym człowiekiem – mówi pan Andrzej.

Andrzej Klimczak z bursą i puszką na hostie.

Jak przyrzekł, tak zrobił. Zaczął się modlid, w parafii św. Barbary zakładał Stowarzyszenie Rodzin Katolickich. Przez jakiś czas był jego przewodniczącym w diecezji. Po kilku latach od wypadku pan Andrzej znów otarł się o śmierd. Stwierdzono u niego nowotwór płuca i wtedy pomyślał, że musi robid jeszcze więcej dla innych ludzi. Został wolontariuszem w sosnowieckim Hospicjum św. Tomasza.
– Ksiądz Andrzej Sobaszek, który jest kapelanem w hospicjum oraz w szpitalu górniczym, zaproponował mi, abym pomagał mu w zakrystii szpitalnej kaplicy. Zgodziłem się – mówi Andrzej Klimczak. – Rok temu ksiądz Andrzej zapytał mnie, czy chciałbym zostad szafarzem Komunii Świętej. Nie była to łatwa decyzja.

Szpitalne wędrówki

Pan Andrzej w koocu zdecydował się. Przez cztery kolejne niedziele w archidiecezji w Katowicach chodził na kursy prowadzone przez księży oblatów, w których uczestniczyło 50 osób świeckich. Nauka zakooczyła się 21 marca otrzymaniem specjalnej legitymacji, która będzie co roku przedłużana. Niedawno, 7 kwietnia, ksiądz biskup Adam Śmigielski oficjalnie podniósł pana Adama do godności nadzwyczajnego szafarza.
– Podawanie komuś Komunii Świętej, to niebywałe doświadczenie i wielka odpowiedzialnośd. Gdy jest taka potrzeba, przechodzę wszystkie dziesięd pięter szpitala. Daję chorym Najświętszy Sakrament, rozmawiam z nimi i z ich rodzinami, razem modlimy się – przyznaje szafarz. – Chorych odwiedzam ubrany w długą, białą albę. Pacjenci już przyzwyczaili się do mojego widoku i poznają mnie.
Pan Andrzej urodził się już po wojnie w Niemczech. Jego ojca wywieziono tam na roboty, stamtąd wraz z rodzicami trafił do Ostrowa Wielkopolskiego.
Pod koniec lat 60. przyjechał do rodziny mieszkającej w Sosnowcu. Tutaj zakochał się, ożenił i mieszka do dzisiaj.

Sebastian Reoca – Dziennik Zachodni

– Wyszłam rano z workiem, żeby wyrzucid śmieci. Jak codziennie od czterdziestu lat. Patrzę, a tu nie ma kontenera. Po prostu zniknął ze śmietnika przed domem – mówi mieszkanka niewielkiego bloku przy ul. Baczyoskiego 8. W Sosnowcu Milowicach mieszkaocy dwóch sąsiednich bloków toczą wojnę o śmietnik


FOT.Maciej Jarzebinski / Agencja

Lokatorzy spod „ósemki” znaleźli kontener z drugiej strony bloku. Zaczęli tropid „niewidzialną rękę”, która nocą przetacza kontener. – Patrzymy, kto tak turla, a to sąsiedzi z bloku obok – odkryli zdziwieni. Wkrótce w ich starym murowanym śmietniku pojawiły się dwa lśniące kontenery z nalepkami firmy Rethmann. – Zabronili nam z nich korzystad. Każą nam wyrzucad odpady do „Braci Strach”, czyli naszego niebieskiego pojemnika, który ciągle gdzieś wędruje po osiedlu. To głupie tak kłócid się o śmietnik – mówi Ewa Biernat.
Obok bloku nr 8 stoi dużo większy budynek, były hotel robotniczy kopalni Saturn. Dwa lata temu pokoje przerobiono w nim na mieszkania i teraz przy ul. Baczyoskiego 14 mieszka kilkadziesiąt rodzin, które utworzyły wspólnotę mieszkaniową. – Duży śmietnik przy hotelu zamurowali sobie, żeby im pod oknami nie śmierdziało. Teraz „hotelowi” góry swoich śmieci zanoszą nam pod nos i twierdzą w dodatku, że to ich śmietnik! – zżymają się mieszkaocy spod „ósemki”.
– Właścicielem śmietnika przy bloku nr 8 jest nowa Wspólnota Mieszkaniowa z bloku 14, bo śmietnik stoi na gruncie wspólnoty – tłumaczą urzędnicy w dziale eksploatacji sosnowieckiego MZBM, który administruje mieniem wspólnoty. Na potwierdzenie świętego prawa własności śmietnika członkowie wspólnoty przykręcili na nim tabliczkę „Altanka śmietnikowa jest własnością WM Baczyoskiego 14”.
Mieszkaocy „ósemki” z przerażeniem patrzyli, jak przed ich domem rośnie cuchnąca kupa odpadów. Okazało się, że wspólnota włada swoimi śmieciami oszczędnie: po pierwsze obliczyła, że dla byłego hotelu robotniczego wystarczą tylko dwa kontenery, po drugie wynajęła do ich opróżniania trochę taoszą firmę, a po trzecie uznała, że wystarczy w zupełności, jeśli śmieciarka przyjedzie dwa razy w tygodniu. – Bierzemy pod uwagę oczekiwania klienta i wspólnie z nim ustalamy warunki umowy.

Jeżeli mieszkaocy narzekają na zalegające śmieci, możemy zmienid umowę i przyjeżdżad odpowiednio częściej – mówi Zdzisław Drabek, dyrektor firmy Rethmann w Sosnowcu.
Przed Wielkanocą zniecierpliwieni brudem lokatorzy spod „ósemki” poprosili o pomoc stację sanepidu. Dopiero wtedy uprzątnięto górę „hotelowych” nieczystości. – Postraszono ich mandatami. Po kilku dniach pojemniki były opróżnione. Pomogło, ale tylko na moment, bo znowu papierzyska latają – mówią mieszkaocy.
Andrzej Źrałek, prezes ds. eksploatacji spółdzielni mieszkaniowej Saturn w Czeladzi, która zarządza budynkiem nr 8 przy ul. Baczyoskiego: – Znam problem. Skontaktuję się ze Wspólnotą Mieszkaniową przy Baczyoskiego 14, zaproponujemy, żeby śmietnik opróżniała jedna firma.

Ilona Wojtkowicz, Witold Gałązka

Prawie pięd lat temu w pobliżu ulic Baczyoskiego i Podjazdowej w Milowicach wyrosła na peryferiach miasta przetwórnia zakładów mięsnych. Odtąd na smrody skarży się 16 rodzin mieszkających najbliżej. – Sąsiedzi śmieją się, że szynkę wypuszczają w powietrze. Mówią, że trzeba z chlebem na podwórko lecied i łapad ją – ironizuje młoda kobieta.

Fot. Eliza Oleksy / AGENCJA GAZE

Żarty żartami, ale ludzie boją się wiosny. – Teraz to będzie wędzenie na potęgę. Nie wiem, jak to wytrzymamy – denerwują się. Nieprzyjemne zapachy przeszkadzają mieszkaocom najbardziej latem. – Na podwórko wyjśd się nie da. Okna też lepiej nie otwierad – opowiada jedna z mieszkanek. – Jak raz zdjęłam pranie ze sznurka, to w domu śmierdziało jak w wędzarni.
Stanisław Kowalczyk z czeladzkiej spółdzielni Saturn, która administruje budynkami w Sosnowcu Milowicach, rozumie lokatorów: – Latem wieje północno-zachodni wiatr i niesie zapachy prosto na zabudowania. Naprawdę trudno tam wtedy wytrzymad. My niestety nie możemy pomóc lokatorom.
Mieszkaocy próbowali radzid sobie sami. Cztery lata temu, kiedy obok przetwórni miała powstad ubojnia, interweniowali u prezydenta miasta. – Postawiliśmy się i na szczęście ubojni tu nie będzie – mówi mężczyzna, który przy Baczyoskiego mieszka od 50 lat. W sprawie ostrych zapachów interweniowali też w straży miejskiej i wydziale ochrony środowiska sosnowieckiego magistratu.
– Przez miesiąc był spokój, ale potem – najczęściej w nocy – znowu wypuszczali te tłuste i ciężkie dymy – opowiadają „zaczadzeni”.
– Bardzo często ludzie przypisują wszystkie uciążliwe zapachy naszym zakładom – odpiera Tomasz Halabowski, rzecznik prasowy Zakładów Mięsnych „Duda” w Sosnowcu. – Ostatnią interwencję mieszkaoców przyjęliśmy jesienią. Okazało się, że uporczywy zapach pochodził z palonych w okolicy tworzyw sztucznych – mówi rzecznik i podkreśla: – Spełniamy normy najwyższej jakości. Zapewniam, że w zakładzie działają filtry, które zapobiegają przedostawaniu się do otoczenia zapachów.

Wanda Orlioska, naczelnik wydziału ochrony środowiska UM w Sosnowcu przyznaje jednak, że właśnie w zeszłym roku stwierdzono awarię urządzenia, które nadmiernie wytwarzało dym w wędzarni. Innym razem zatkana była studzienka kanalizacyjna, odprowadzająca nieczystości z zakładów mięsnych. – Ludzie uważają, że właściciel ze względów oszczędnościowych nie włącza filtrów, które powinny działad przez cały czas wędzenia – mówi Orlioska i zachęca, żeby mieszkaocy na bieżąco informowali służby miejskie o pojawianiu się nieprzyjemnych zapachów.
– Po którejś z interwencji słychad było uruchomione filtry. Teraz nic nie słychad i nic nie widad przez tumany dymu – kwitują sosnowiczanie przy ul. Baczyoskiego.

‚Witold Gałązka, Ilona Wojtkowicz